top of page

Rozdział 5 ARCHIWUM (fragment)


Nie zabrała ze sobą rękawiczek, więc zrobiła z dłoni pięści i dmuchała w nie ciepłym powietrzem. Nad głową unosiła się para. Oparła się o klasycystyczne drzwi Archiwum Państwowego na Placu Wolności. Nie wpuściły do środka. Przyszła za wcześnie, interesantów przyjmują od ósmej. Tupała w rytm marsza weselnego. Zauważyła zaspane urzędniczki, które wcisnęły się służbowym wejściem do środka. Zapaliły światło na piętrze. Zawiesiły palta na wieszakach, zagotowały wodę na herbatę i kiwnęły stróżowi, żeby otwierał. Stróż powoli przekręcał się klucz w drzwiach i kiedy pierwsza klientka wskoczyła do środka, wyszedł na powietrze, zapalił papieroska, pouśmiechał się do porannej Łodzi. Wrócił do pracy i zastał ją, siedzącą w poczekalni. Pracownie naukowe otwierali dopiero za godzinę. Zagadał ją, chciał poprawić nastrój, a ona z miejsca zapytała, czy słyszał o Claire B. (…) Poprosiła o gazety ze stycznia 1989 roku. Przejrzała je skrupulatnie i zapamiętała kilkanaście linijek: „Łódzka policja publikuje rysopis kobiety w związku z jej tajemniczym zaginięciem. Poszukiwana przez policję ma 26 lat, 164 cm wzrostu, szczupłą sylwetkę, owalną twarz i ciemne długie włosy. Kolor oczu niebieski. Twarz pomalowana w kolory flagi polskiej. Ubrana w wojskową kurtkę zadrukowaną karabinami maszynowymi, czarne spodnie, na głowie kominiarka i chusta w panterkę, mały plecak i czarne półbuty. Policja publikuje wizerunek podejrzanej o podpalenie w budynku przeznaczonym do rozbiórki na placu Nawrot 13 w Łodzi. Ulica Nawrot ma skłonność do przewrotów. Przed akcją podejrzanej o kontrowersyjnej nazwie „Dymy nad miastem” w budynku miał miejsce wybuch gazu. Czy to przypadek? Ekspert policyjny uprzedza, że zaginiona może posunąć się do ostateczności. Zaginęła u progu kariery artystycznej. Jej czas miał dopiero nadejść, lecz zdaje się, że zaginiona postanowiła go dogonić. Apelujemy do osób, które 27 stycznia 1989 roku w Łodzi, w godzinach popołudniowych przebywały na placu w centrum miasta na ulicach Nawrot i Roosevelta o kontakt z najbliższą jednostką policji.”

W gazetach nic więcej nie znalazła. Zapytała o teczkę z informacjami na temat Claire B., ale usłyszała, że to materiały tajne. Gdy urzędniczka nie patrzyła, stróż archiwum dał jej znak, żeby za nim poszła. Wyjął z paczki ostatniego z filtrem i wyszedł powolnym krokiem z budynku. (…) Wyrwała mu notes i otworzyła od razu na właściwej stronie. Pomiędzy brudnymi kartkami znalazła notatkę zakreśloną odręcznym pismem: „Poszukiwana, pod hasłami manifestu „Wojna Obrazów” dopuściła się czynu bluźnierczego, szargającego pamięć Architektów Nowoczesności i wielkich budowniczych Systemu oraz wszystkich tych, którym dobro państwa leży na sercu. Rzecznik łódzkiej policji informuje, że kobieta może być niebezpieczna. Ta kobieta jest artystką. Może kultywować tradycje awangardowe. Dokonała aktu samospalenia, jednakże mamy podstawy przypuszczać, że była to prowokacja. Poszukiwana żyje. Informator policji sugeruje, że kobieta prawdopodobnie opuściła granice naszego państwa.”

„Niczego się tak bardzo nie boimy jak prawdy o sobie” napisał Dostojewski w swoim czasie, a wiele lat później gazety donoszą, że antytotalitarna sztuka Claire B. spłonęła, a wraz z nią wszelka pamięć. Świadkowie, którzy to widzieli, twierdzą, że dokonała tego z własnej i nieprzymuszonej woli. Kiedy to zrobiła, zrozumieli, że nic już nie będzie takie samo. Znajomi mówią, że „Dymy nad miastem” to wydarzenie epokowe. Wiatr do tej pory nosi popiół, pijemy go w porannej łódzkiej kawie. Są też głosy mniej pochlebne. Pewien uznany artysta powiedział: „Poznałem Claire w ‘84 roku, na długo przed tą całą maskaradą, ale nigdy nie przywiązywałem wagi... Tak między Bogiem a prawdą – sztuka, w swym prawdziwym znaczeniu - to nie jest przestrzeń dla dziewcząt. Te jej obrazki nie mówiły, a darły się w niebogłosy.” Ktoś przypomniał, co mówiło się o Claire pod koniec lat osiemdziesiątych: „Rzeczywiście dotychczas jej nie zauważaliśmy. Teraz, gdy jej nie ma, stała się bliższa niż kiedykolwiek. Jej zniknięcie jest symboliczne.” Przyłączył się chór krytyków: „Auto da fé dla artysty to samobójstwo. Jak to możliwe, że dopiero teraz, gdy Claire krzyczy milczeniem, wsłuchujemy się w jej głos, niczym w szept?”

Dobrze wiedziała, że słowa Strzemińskiego trzeba przeczytać i zrozumieć na nowo: „nie jest ważne to, co mechanicznie chwyta oko, lecz to, co człowiek uświadamia sobie z tego widzenia. Tylko to, co sobie uświadomił, w rzeczywistości zobaczył. Reszta pozostaje poza jego świadomością, nierozpoznana i dlatego niezauważona.”[1] Czy Claire uprzedziła kogoś o swoim zniknięciu? Kto ją do tego nakłonił? Wyjęła z kieszonki na sercu plombę z judaistycznymi znakami. Położyła w tekturowym pudełku, tuż obok nadpalonego rozrusznika serca. Postanowiła podjąć śledztwo i ruszyć tropem Claire B. Książki lubią szukać ludzi, a odpowiedzi lubią ich odnajdować.

[1] cytat z “Teorii Widzenia” Władysława Strzemińskiego, użyty przez Ewę Bloom Kwiatkowską w filmie „Punctum. Świadomość wzrokowa” (źródło: vimeo)

bottom of page